Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Modernizacja dróg łączących...

31 Grudzień 2019 
O blisko 12 mln euro wzrosną inwestycje w infrastrukturę drogową na polsko-słowackim...

Zamówienia z branży IT dla...

31 Grudzień 2019 
Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który ma ponad 24 mln klientów, ma też największy system...

Centrum Usług Społecznych

31 Grudzień 2019 
Usługi społeczne są ważnym obszarem inwestycji finansowanych z Funduszy Europejskich.

Zwycięzcy i przegrani

Data publikacji: 01-10-2007
Autor: Fot. Archiwum PP

O kolejnych nowelizacjach ustawy Prawo zamówień pulicznych i ich praktycznych efektach rozmawiamy z Haliną Olszowską, przewodniczącą Rady Programowej miesięcznika „Przetargi Publiczne”, trenerem zamówień publicznych, jednym z prelegentów zaproszonych do udziału w II FORUM PRZETARGÓW PUBLICZNYCH

Przetargi Publiczne: Od naszej ostatniej rozmowy minęły już blisko dwa lata. Wiele od tamtego czasu się zmieniło w zamówieniach publicznych...

 

Halina Olszowska: To prawda. Rozmawiałyśmy pod koniec 2005 r., kiedy powstawał miesięcznik. A rzeczywiście zmieniło się przez ten czas bardzo dużo. Mieliśmy przecież dwie obszerne nowelizacje ustawy Prawo zamówień publicznych i kilka drobniejszych zmian w obrębie aktów wykonawczych. Można powiedzieć, że była to prawdziwa rewolucja w zamówieniach publicznych. Jak w każdej rewolucji – są zwycięzcy i przegrani. Jak pamiętamy, w 2006 r. dyskusja nad projektem ustawy była bardzo burzliwa, nie brakowało głosów krytycznych, wyrażanych przez ekspertów zarówno ze strony zamawiających, jak i wykonawców. Tylko że nikt ich nie słuchał. Warto byłoby te głosy przytoczyć, choćby na potwierdzenie słuszności sądów, skoro potem, w 2007 r., niektóre zostały uwzględnione, a inne potwierdza teraz Komisja Europejska. Niektóre pomysły z ubiegłorocznej nowelizacji były z gruntu złe i nie wiem, dlaczego pozostały w ustawie także przy okazji tegorocznej nowelizacji.

 

PP: Jakie zapisy uważa Pani za złe?

 

H.O.: Choćby art. 4a wprowadzony w 2006 r. jako przepis szczególny dla zamówień do 60 tys. euro. Na szczęście – choć po rocznej męczarni zamawiających i wykonawców – został on w tym roku uchylony. Inny przykład to art. 140 ust. 2 dotyczący nadzwyczajnej sytuacji, która może mieć miejsce pomiędzy wyborem oferty a zawarciem umowy, kiedy to można dokonać zmiany sposobu spełnienia świadczenia. Kwestia ta jest teraz przedmiotem niepokoju Komisji Europejskiej. W ustawie nie ma bowiem definicji i nie wiadomo, co ustawodawca miał na myśli, pisząc: „sposób spełnienia świadczenia”. Wysoki urzędnik państwowy wprawdzie tłumaczył w prasie, że dotyczy to np. sytuacji, gdy usługa sprzątania w ofercie podana jako usługa „z użyciem odkurzacza” może być spełniona „z użyciem miotły”. Wydaje mi się jednak, że ten przykład to ponury żart, bowiem w każdej ofercie podana cena zależy też od sposobu spełnienia świadczenia. Jego zmiana wpływa więc na zmianę ceny. Wystarczy przeczytać cały art. 140, aby zauważyć oczywisty dysonans wprowadzony w ust. 2.

 

Na kpinę zakrawa art. 27 ust. 5, dotyczący telefonicznego składania wniosku o dopuszczenie do udziału w postępowaniu, szczególnie w kontekście art. 96 ust. 3, dotyczącego jawności wniosku. Wydawało się, że nowelizacja z 2007 r. uchyli ten artykuł, tymczasem został on „udoskonalony”, bo chyba w celu przyspieszenia procedury każe zamawiającemu czekać na wniosek 7 dni. Przypomnieć należy, że przetarg ograniczony z uwagi na pilność udzielenia zamówienia może być przeprowadzony w bardzo krótkim terminie (art. 49 ust. 4 i art. 52 ust. 4). Tymczasem wystarczy telefon wykonawcy „za pięć dwunasta”, by zamawiający swoją decyzję musiał odłożyć na 7 dni.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne