Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Pakiet wolnościowy

27 Listopad 2019 
Prawo budowlane ma się stać proobywatelskie, deregulacyjne i wolnościowe – taki cel...

Realizacja programów unijnych

27 Listopad 2019 
Portal Funduszy Europejskich opublikował dane dotyczące postępów w realizacji programów...

Zmiana ustawy o zasadach...

27 Listopad 2019 
6 listopada 2019 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o zasadach...

Z pijanym nie tańczę

Data publikacji: 01-07-2008 Autor: Halina Olszowska
Tagi:    olszowska   wadium   aukcja elektroniczna   fidic

W trakcie dyskusji na temat kierunku, w którym zmierza system zamówień publicznych, kolega Andrzej B., komentując czyjąś wypowiedź „o oscylowaniu systemu” zauważył, że póki co system „zaczął się zataczać”. Uwaga ta jest ze wszech miar słuszna. Trudno bowiem orzec, w którą stronę system zmierza.

Z zasady z „zataczającym się” nikt nie prowadzi dyskusji, ale – jak wiadomo – w naszym kraju jest on traktowany z atencją i zrozumieniem. Czasem tylko z pobłażaniem. Można też zaobserwować, że często mówi sam do siebie, bijąc się z własnymi myślami i nie zauważając innych wokół siebie. Żyje własnym, „zataczającym się” życiem. Nie czekając też niczyjej rady ni pomocy, usiłuje złapać właściwy kierunek. I takie – niestety – ma się wrażenie po zapoznaniu się z projektem aktualnej nowelizacji Pzp. Czytając powyższy fragment może ktoś dojść do mylnego wniosku, że zaraziłam się chorobą od systemu, toteż spieszę udowodnić, że jest inaczej. System bowiem, w odróżnieniu ode mnie, ma wyraźne symptomy choroby „zataczających się”.

Kłopoty z ustalaniem kierunku

W uzasadnieniach do kolejnych nowelizacji wiele razy pojawia się informacja, że planowane zmiany zmierzają w kierunku ułatwienia absorpcji unijnych środków, uproszczenia procedur, ułatwienia pracy zamawiającym i wręcz noszenia na rękach wykonawców.  Tymczasem system, jaki jest – każdy widzi. W 2006 r. liczne gremia zwracały uwagę, że nie można w ustawie zapisywać przyzwolenia na zmianę warunków umowy w stosunku do treści oferty, szczególnie w tak krótkim okresie, jaki nastąpi od wyboru oferty najkorzystniejszej do zawarcia umowy. Wbrew opiniom Komisji Europejskiej i licznych ekspertów system trzymał się tego zapisu jak pijany płotu i kuriozalny artykuł 140 ust. 2 Pzp jednak uchwalono. Funkcjonuje on do dziś i dopiero spodziewana nowelizacja ma wreszcie uchylić ten przepis. Jednak co złego miał zrobić przez 2 lata, to zrobił. Kto miał dzięki niemu swoje interesy załatwić, to załatwił. „Starsi górale” pamiętają także, jaki bój toczył się o usługi bieżącej konserwacji i remontów dróg, które system zamierzał uznać za usługi tzw. grupy B, określone w art. 5 ust. 1 Pzp. Samorządowcy już zacierali ręce, że wreszcie wystarczy telefon do wujka Zenka, a ten z wolnej ręki wyremontuje gminną drogę za taką kwotę, jakiej on sam aktualnie potrzebuje, nie bawiąc się w określanie wartości zamówienia za pomocą kosztorysu inwestorskiego. Wówczas w tej sprawie niewielu „zataczających się” mówiło do siebie samych, że to chyba cud sprawił, iż w końcu zwyciężył zdrowy rozsądek i trzeźwe spojrzenie praktyków, a nie teoretyków prawa. Słynny art. 27 ust. 5 Pzp to kolejny przykład światłego pomysłu „zataczającego się” systemu. Tu również, nie szukając rozmówcy, przemawia on sam do siebie w przekonaniu o własnej mądrości.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne