Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Pakiet wolnościowy

27 Listopad 2019 
Prawo budowlane ma się stać proobywatelskie, deregulacyjne i wolnościowe – taki cel...

Realizacja programów unijnych

27 Listopad 2019 
Portal Funduszy Europejskich opublikował dane dotyczące postępów w realizacji programów...

Zmiana ustawy o zasadach...

27 Listopad 2019 
6 listopada 2019 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o zasadach...

O łapówce nie ma mowy…

Data publikacji: 02-12-2008 Autor: Halina Olszowska
Tagi:    olszowska   oświadczenie   fidic

Podczas pierwszych sześciu miesięcy 2008 roku – jak podaje Polski Serwer Prawa – kwota nielegalnego obrotu wyniosła 136.284.353 zł, kwota łapówek – 7.061.825 zł, natomiast kwota uszczupleń podatkowych – 301.490.873 zł

Wbarku na stacji benzynowej znalazłam czarny kalendarz formatu A4 podpisany: Bogdan B. (Bogdan B. nazywa się naprawdę inaczej, ale myślę, że ewentualnie rozpozna siebie w tym tekście).

 

Wiem, że postąpiłam podle, ręka mi uschnie, a moja mama się w grobie przewraca – bo nie tak mnie uczyła – ale obejrzałam ten kalendarz. Trochę dlatego, żeby zadzwonić do roztrzepanego Bogdana B., a trochę może z nudów i ze zwykłej ciekawości. Mam nadzieję, że ze względów edukacyjnych będzie mi to odpuszczone.

 

Poza imieniem i nazwiskiem nie znalazłam tam jednak żadnych danych wystarczających do skontaktowania się z właścicielem. Zanim oddałam kalendarz do przechowania pani za barem, zagłębiłam się w lekturze – jak się okazało – „podręcznika uzyskiwania zamówień”. Z lektury tej wynikało, że Bogdan B. skazany był chyba na zatruwanie swego organizmu różnymi używkami, a na dodatek jadanie niezdrowej żywności. W interesach umawiał się bowiem zwykle w podmiejskim fast foodzie albo w zadymionej mordowni. Czasem klient dostąpił łaski bycia zaproszonym do barku na owej stacji benzynowej. Zresztą, trudno było powiedzieć, czy byli to jego klienci, bo z lektury wynikało, że zwykle to Bogdan B. występował w roli petenta i ponosił koszty. Widać miał do nich sprawy, których w zaciszu urzędowego gabinetu nie dałoby się omówić tak dokładnie i przy rozważeniu wszystkich istotnych aspektów.

Tajemnicze spotkanie

Kalendarz Bogdana B. był więc zapełniony po brzegi spotkaniami, od których zależało być albo nie być firmy. Od załatwienia intratnego zamówienia dla firmy zależała też pewnie prowizja Bogdana B., jego status w firmie, rodzaj auta, którym jeździł, najnowszy model komórki i wiele, wiele innych pochodnych. Każdy biznesmen wie, że koszty własne należy w takim przypadku minimalizować, dlatego pewnie nawet mowy być nie mogło o spotkaniu w bardziej reprezentacyjnym miejscu. Zresztą nie pozwalały na to chyba zasady konspiracji, jakie zawierało motto odręcznie napisane na czołowej stronie kalendarza: „Ciszej jedziesz, dalej zajedziesz”.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

Spis treści Numer niedostępny Zamów prenumeratę

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne