Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Radiotelefony dla SW

22 Lipiec 2020 
Służba Więzienna (SW) planuje zakup 1241 sztuk radiotelefonów przenośnych wraz z...

Funduszowy pakiet...

22 Lipiec 2020 
Podmioty korzystające z projektów współfinansowanych ze środków unijnych, których...

Tarcza 4.0

22 Lipiec 2020 
Ustawa z dnia 19 czerwca 2020 r. o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych...

Znaleźć kanara

Data publikacji: 05-01-2009 Autor: Halina Olszowska
Tagi:    olszowska   kontrola   kryteria oceny ofert   fidic

Zgodnie z zapisami specyfikacji firma windykacyjna miała łapać gapowiczów i ściągać mandaty. Zamawiający nic do tego nie musiał dokładać, ale i też nic na tym nie zyskiwał. Na czym więc polegał jego interes i czy w ogóle było to zamówienie publiczne?

Jarek K. jako długoletni student politechniki, przebywający czasowo na urlopie dziekańskim, był niczym bohater piosenki „miał dwie lewe ręce, nie miał pieniędzy ani ochoty wziąć się do roboty”.

Z zaczął tedy studiować ogłoszenia i – jak pokazują w filmach – zakreślać czerwonym flamastrem co ciekawsze oferty. Jednak ilekroć się dodzwonił pod wskazany w ogłoszeniu numer, zbywano go informacją o jego nieaktualności albo obiecywano wkrótce zadzwonić.

 

Któregoś dnia szczęście się do niego uśmiechnęło, bo na jednej z imprez nowo poznany kolega obiecał mu robotę w firmie windykacyjnej.

 

Jarkowi stanęły przed oczami wszystkie filmy akcji, jakie z nudów na dziekance oglądał. Widział więc siebie wpadającego do domu dłużnika, kopem wywalającego drzwi, obiecującego betonowanie stóp w miednicy, jeśli dłużnik nie odda kasy komu trzeba.

 

Kiedy stawił się w miejscu pracy, okazało się, że, owszem, ma windykować należności, ale od „gapowiczów”, czyli ma być tzw. kanarem.

Dodatkowe profity

Pierwotne oburzenie na taką niecną propozycję ustąpiło, kiedy Jarek dowiedział się, że uzyska dodatkowe profity – m.in. jako student będzie miał wolne przejazdy środkami miejskiej komunikacji, no i jeszcze premie od tzw. skuteczności.

 

Firma windykacyjna zabierała bowiem dla siebie wszystkie kary zapłacone przez gapowiczów za jazdę bez ważnego biletu. Zasady pracy wydały się Jarkowi bardzo jasne, ale przełożył je głównie na korzyści płynące z darmowych przejazdów. Uznał, że ów fakt oraz stała kwota za tzw. dyspozycyjność to wystarczający dla niego dochód.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne