Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Radiotelefony dla SW

22 Lipiec 2020 
Służba Więzienna (SW) planuje zakup 1241 sztuk radiotelefonów przenośnych wraz z...

Funduszowy pakiet...

22 Lipiec 2020 
Podmioty korzystające z projektów współfinansowanych ze środków unijnych, których...

Tarcza 4.0

22 Lipiec 2020 
Ustawa z dnia 19 czerwca 2020 r. o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych...

Doświadczenie szwagra Zenka

Data publikacji: 04-05-2009 Autor: Halina Olszowska

Zauważyłam, że od początku roku trafiają do mnie przypadki związane głównie z art. 22 ust. 1 Pzp, czyli warunkami udziału wykonawców w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego. Skoro tyle problemów związanych jest z jednym przepisem, oznacza to najwyraźniej, że to jedno z najsłabszych ogniw ustawy.

Opisywany przypadek trafił do mnie na początku lutego i musiał swoje odczekać, zanim się nim zajęłam. Wydawać by się mogło, że jestem źle nastawiona głównie do zamawiających, bo najczęściej to ich wady są tematem moich rozważań. Tymczasem chciałabym wykazać, że niejednokrotnie błędne postępowanie zamawiającego nie wynika z jego złej woli czy niedouczenia, ale także z mało precyzyjnych przepisów.

 

Tak się jakoś składa, że im częściej nowelizowany jest jeden przepis, tym trudniej zrozumieć, w jakim celu daną zmianę wprowadzono i w imię czego z całkiem czytelnego niegdyś przepisu uczyniono jakąś nieszczęsną hybrydę. Jak się okazuje, jedną z takich hybryd stanowi art. 22 ust. 1 pkt 2 Pzp po ostatniej nowelizacji.

Bez maszyn, bez sprzętu, bez ludzi

Łukasz D. przez 13 lat swojej działalności niemal zrósł się z zamówieniami publicznymi, bo z tego głównie żyje on i jego ponadstuosobowa firma budowlana. Przez te lata nauczył się, że razem z ofertą musiał złożyć ważne dokumenty potwierdzające, że spełnia wszystkie warunki na dzień składania ofert. Kiedyś musiał mieć „wszystko swoje” – uprawnienia, wiedzę z doświadczeniem i potencjał techniczny oraz ludzi do prac i nadzoru, a na dodatek zamawiający zabraniał mu zatrudniać podwykonawcę. Jednym słowem, jako firma miał być silny, zwarty i gotowy startować w danym postępowaniu, walczyć o zamówienie, a w razie wygranej – wykonać je z należytą starannością.

 

Po jakimś czasie, w wyniku kolejnej nowelizacji prawa zamówień publicznych, poluzowano trochę te wymagania i dopuszczono, aby potencjał techniczny i kadrowy niekoniecznie był „własny”. Tym sposobem szwagier Łukasza D. zaczął prowadzić zakład robót ziemnych i transportowych, udostępniając w ramach umowy swój potencjał techniczny potrzebującym, w tym Łukaszowi D.

 

Kolejna wolta nowelizacyjna pozwoliła wykonawcom, w tym i Łukaszowi D., na dzień składania wniosków czy ofert mieć tylko dobrą wolę i prawidłowo wypełniony oraz podpisany wniosek bądź formularz ofertowy. Wszystkie brakujące dokumenty mógł dostarczyć dopiero na wezwanie zamawiającego, nawet gdy przez zapomnienie bądź umyślnie jakiegoś nie złożył wraz z ofertą, do czego zobowiązuje go art. 44 Pzp. Nadal jednak miarą jego zdolności technicznej była umowa ze szwagrem.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne