Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Modernizacja dróg łączących...

31 Grudzień 2019 
O blisko 12 mln euro wzrosną inwestycje w infrastrukturę drogową na polsko-słowackim...

Zamówienia z branży IT dla...

31 Grudzień 2019 
Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który ma ponad 24 mln klientów, ma też największy system...

Centrum Usług Społecznych

31 Grudzień 2019 
Usługi społeczne są ważnym obszarem inwestycji finansowanych z Funduszy Europejskich.

To nie jest robota dla szewca

Data publikacji: 01-08-2014 Autor: Halina Olszowska
Autor: Rys. B. Brosz

Poszło o to, że naczelnik wydziału edukacji wespół z sekretarzem miasta wygrali unijny przetarg na projekt edukacyjny. Naczelnik nadzorował pracę szkoły, która przetarg ogłosiła, a sekretarz miasta uczestniczył w pracach komisji przetargowej. Oczywiście poza tym jednym przypadkiem, kiedy stał się wykonawcą.

Zarówno naczelnik wydziału edukacji, jak i sekretarz miasta, zgodnie z obowiązującym w gminie regulaminem, pomagali szkole przygotować wniosek o dofinansowanie, a także późniejsze postępowanie prowadzone w trybie przetargu nieograniczonego. Obaj byli zdania, że zamówienie to należało im się choćby za ogrom pracy, jaką włożyli w pozyskanie środków unijnych. Niestety, nie podobało się to kolegom urzędnikom, a kilku sprawiedliwych radnych zdecydowanie było przeciw takiemu rozwiązaniu.

Koledzy urzędnicy ograniczyli się do szeptania słów potępienia, czy to w palarni, czy w urzędowej stołówce, i nic z tego nie wynikało. Za to radni zaatakowali obu panów, a przy okazji włodarzy miasta, najpierw na sesji rady miejskiej, a potem informując kogo trzeba o przestępstwie. Pisma przesłali do Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Najwyższej Izby Kontroli oraz do biura osoby ubiegającej się w tym czasie o mandat europosła.

Losy tych pism póki co są nieznane, sprawa jednak znalazła swój ciąg dalszy na forach internetowych, a także zagościła w dwu pozamiejscowych kancelariach prawnych, które zostały poproszone przez prezydenta miasta o wydanie wiążących opinii. Opinie te miały rozstrzygnąć, czy rzeczywiście – i na jakim etapie – doszło do przestępstwa bądź choćby naruszenia prawa. Czy pomoc w przygotowaniu wniosku o dofinansowanie, a potem specyfikacji istotnych warunków zamówienia sama w sobie jest czynnością niezgodną z prawem? A może są jakieś przepisy zabraniające osobom fizycznym ubiegania się o zamówienie publiczne? Na te pytania mieli dać odpowiedź prawnicy.

Wojujący sprawiedliwi

Tymczasem w lokalnej gazecie internetowej rozpętała się bardzo ciekawa dyskusja, podejmująca całkiem inne wątki i podsycana przez sprawiedliwych radnych oraz ich popleczników. Radni uważali, że sprawa wcale nie jest podejrzana, ale oczywista: doszło do pogwałcenia prawa i to w sposób znaczny. Oto urzędnicy najwyższego szczebla w mieście biorą pieniądze publiczne w wysokości, jaką wcześniej sami zaplanowali. Ich oferty dziwnym zbiegiem okoliczności co do złotówki odpowiadają wysokości środków finansowych przeznaczonych na finansowanie zamówienia, podczas gdy jedyny ich konkurent „przestrzelił” ofertę aż o 30%. Poza tym, w przeciwieństwie do tego wykonawcy, zarówno naczelnik, jak i sekretarz znali dokładnie przedmiot zamówienia i warunki jego realizacji, a to narusza podstawową zasadę uczciwej konkurencji.

Czasem na forum odzywał się tajemniczy J-23, „znający realia i układy w urzędzie”. Stawał on w obronie nie tylko naczelnika i sekretarza, ale także włodarzy miasta. 

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne