Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Pakiet wolnościowy

27 Listopad 2019 
Prawo budowlane ma się stać proobywatelskie, deregulacyjne i wolnościowe – taki cel...

Realizacja programów unijnych

27 Listopad 2019 
Portal Funduszy Europejskich opublikował dane dotyczące postępów w realizacji programów...

Zmiana ustawy o zasadach...

27 Listopad 2019 
6 listopada 2019 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o zasadach...

To nie jest robota dla szewca

Data publikacji: 01-08-2014 Autor: Halina Olszowska
Autor: Rys. B. Brosz

Poszło o to, że naczelnik wydziału edukacji wespół z sekretarzem miasta wygrali unijny przetarg na projekt edukacyjny. Naczelnik nadzorował pracę szkoły, która przetarg ogłosiła, a sekretarz miasta uczestniczył w pracach komisji przetargowej. Oczywiście poza tym jednym przypadkiem, kiedy stał się wykonawcą.

Zarówno naczelnik wydziału edukacji, jak i sekretarz miasta, zgodnie z obowiązującym w gminie regulaminem, pomagali szkole przygotować wniosek o dofinansowanie, a także późniejsze postępowanie prowadzone w trybie przetargu nieograniczonego. Obaj byli zdania, że zamówienie to należało im się choćby za ogrom pracy, jaką włożyli w pozyskanie środków unijnych. Niestety, nie podobało się to kolegom urzędnikom, a kilku sprawiedliwych radnych zdecydowanie było przeciw takiemu rozwiązaniu.

Koledzy urzędnicy ograniczyli się do szeptania słów potępienia, czy to w palarni, czy w urzędowej stołówce, i nic z tego nie wynikało. Za to radni zaatakowali obu panów, a przy okazji włodarzy miasta, najpierw na sesji rady miejskiej, a potem informując kogo trzeba o przestępstwie. Pisma przesłali do Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Najwyższej Izby Kontroli oraz do biura osoby ubiegającej się w tym czasie o mandat europosła.

Losy tych pism póki co są nieznane, sprawa jednak znalazła swój ciąg dalszy na forach internetowych, a także zagościła w dwu pozamiejscowych kancelariach prawnych, które zostały poproszone przez prezydenta miasta o wydanie wiążących opinii. Opinie te miały rozstrzygnąć, czy rzeczywiście – i na jakim etapie – doszło do przestępstwa bądź choćby naruszenia prawa. Czy pomoc w przygotowaniu wniosku o dofinansowanie, a potem specyfikacji istotnych warunków zamówienia sama w sobie jest czynnością niezgodną z prawem? A może są jakieś przepisy zabraniające osobom fizycznym ubiegania się o zamówienie publiczne? Na te pytania mieli dać odpowiedź prawnicy.

Wojujący sprawiedliwi

Tymczasem w lokalnej gazecie internetowej rozpętała się bardzo ciekawa dyskusja, podejmująca całkiem inne wątki i podsycana przez sprawiedliwych radnych oraz ich popleczników. Radni uważali, że sprawa wcale nie jest podejrzana, ale oczywista: doszło do pogwałcenia prawa i to w sposób znaczny. Oto urzędnicy najwyższego szczebla w mieście biorą pieniądze publiczne w wysokości, jaką wcześniej sami zaplanowali. Ich oferty dziwnym zbiegiem okoliczności co do złotówki odpowiadają wysokości środków finansowych przeznaczonych na finansowanie zamówienia, podczas gdy jedyny ich konkurent „przestrzelił” ofertę aż o 30%. Poza tym, w przeciwieństwie do tego wykonawcy, zarówno naczelnik, jak i sekretarz znali dokładnie przedmiot zamówienia i warunki jego realizacji, a to narusza podstawową zasadę uczciwej konkurencji.

Czasem na forum odzywał się tajemniczy J-23, „znający realia i układy w urzędzie”. Stawał on w obronie nie tylko naczelnika i sekretarza, ale także włodarzy miasta. 

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne