Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Pakiet wolnościowy

27 Listopad 2019 
Prawo budowlane ma się stać proobywatelskie, deregulacyjne i wolnościowe – taki cel...

Realizacja programów unijnych

27 Listopad 2019 
Portal Funduszy Europejskich opublikował dane dotyczące postępów w realizacji programów...

Zmiana ustawy o zasadach...

27 Listopad 2019 
6 listopada 2019 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o zasadach...

Ty mnie torbą, ja cię smyczą

Data publikacji: 01-01-2010 Autor: Halina Olszowska
Autor: Bartłomiej Brosz

Jest to poniekąd felieton historyczny, ponieważ kiedy się ukaże, to – dzięki tzw. dużej nowelizacji prawa zamówień publicznych – o protestach wykonawców dawno zapomną szczęśliwi zamawiający. Jednak nigdy nie wiadomo, kiedy sprawa znowu może okazać się aktualna.

Zgodnie z art. 9 ust. 2 pzp postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego powinno być prowadzone w języku polskim, jednak w omawianym przypadku zamawiający uparcie przez cały czas zamiast wyrazu „upominek” czy „przedmiot reklamowy” używał określenia „gadget” – za to w wersji fonetycznej, czyli „gadżet”.

 

Jednak nie o znaczeniu słowa „gadget” ani o języku niepolskim w zamówieniach chcę dzisiaj pisać, bo znacznie ciekawszy jest powód protestów, jakie w tym postępowaniu wpłynęły.

Upominek na pocieszenie

Gadżety miały służyć promocji miasta. Wiadomo, że każdy, kto taki gadżet otrzyma, będzie to miasto ciepło wspominał, choćby urzędnik w tym mieście był niekompetentny, powolny czy opryskliwy. Zawsze to miło pod drzwiami z wywieszką „chwilowo nieczynne” popatrzeć na długopis z ratuszem albo popstrykać zapalniczką z adresem strony internetowej „chwilowo nieczynnego”.

 

Miasto widać nie miało zbyt wielu pieniędzy na te upominki (tzn. gadżety), bowiem tak ogłoszenie, jak i specyfikację opatrzono ostrzeżeniem, że: „Wartość zamówienia jest mniejsza niż kwoty określone w przepisach wydanych na podstawie art. 11 ust. 8 pzp”.

 

I tu ujawnił się pierwszy problem wykonawcy Karola J., który od razu zapytał: „O jakie pieniądze się rozchodzi, bo nie wiem, czy jest się o co bić”?

 

„Chwilowo czynna” urzędniczka od zamówień publicznych uprzejmie poinformowała, że odpowiedzi udzielić nie może, bo ma prawo tę kwotę ujawnić dopiero przy otwarciu ofert. Pofatygować się troszkę i powiedzieć Karolowi J. cokolwiek na temat tzw. progów unijnych – to było już ponad jej siły.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

Spis treści Numer niedostępny Zamów prenumeratę

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne