Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Modernizacja dróg łączących...

31 Grudzień 2019 
O blisko 12 mln euro wzrosną inwestycje w infrastrukturę drogową na polsko-słowackim...

Zamówienia z branży IT dla...

31 Grudzień 2019 
Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który ma ponad 24 mln klientów, ma też największy system...

Centrum Usług Społecznych

31 Grudzień 2019 
Usługi społeczne są ważnym obszarem inwestycji finansowanych z Funduszy Europejskich.

Ty mnie torbą, ja cię smyczą

Data publikacji: 01-01-2010 Autor: Halina Olszowska
Autor: Bartłomiej Brosz

Jest to poniekąd felieton historyczny, ponieważ kiedy się ukaże, to – dzięki tzw. dużej nowelizacji prawa zamówień publicznych – o protestach wykonawców dawno zapomną szczęśliwi zamawiający. Jednak nigdy nie wiadomo, kiedy sprawa znowu może okazać się aktualna.

Zgodnie z art. 9 ust. 2 pzp postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego powinno być prowadzone w języku polskim, jednak w omawianym przypadku zamawiający uparcie przez cały czas zamiast wyrazu „upominek” czy „przedmiot reklamowy” używał określenia „gadget” – za to w wersji fonetycznej, czyli „gadżet”.

 

Jednak nie o znaczeniu słowa „gadget” ani o języku niepolskim w zamówieniach chcę dzisiaj pisać, bo znacznie ciekawszy jest powód protestów, jakie w tym postępowaniu wpłynęły.

Upominek na pocieszenie

Gadżety miały służyć promocji miasta. Wiadomo, że każdy, kto taki gadżet otrzyma, będzie to miasto ciepło wspominał, choćby urzędnik w tym mieście był niekompetentny, powolny czy opryskliwy. Zawsze to miło pod drzwiami z wywieszką „chwilowo nieczynne” popatrzeć na długopis z ratuszem albo popstrykać zapalniczką z adresem strony internetowej „chwilowo nieczynnego”.

 

Miasto widać nie miało zbyt wielu pieniędzy na te upominki (tzn. gadżety), bowiem tak ogłoszenie, jak i specyfikację opatrzono ostrzeżeniem, że: „Wartość zamówienia jest mniejsza niż kwoty określone w przepisach wydanych na podstawie art. 11 ust. 8 pzp”.

 

I tu ujawnił się pierwszy problem wykonawcy Karola J., który od razu zapytał: „O jakie pieniądze się rozchodzi, bo nie wiem, czy jest się o co bić”?

 

„Chwilowo czynna” urzędniczka od zamówień publicznych uprzejmie poinformowała, że odpowiedzi udzielić nie może, bo ma prawo tę kwotę ujawnić dopiero przy otwarciu ofert. Pofatygować się troszkę i powiedzieć Karolowi J. cokolwiek na temat tzw. progów unijnych – to było już ponad jej siły.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

Spis treści Numer niedostępny Zamów prenumeratę

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne