Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Nowe Prawo zamówień...

30 Październik 2019 
14 października 2019 r. Prezydent RP podpisał zupełnie nowe – długo procedowane i...

Muzeum Sztuki Nowoczesnej

30 Październik 2019 
Budowa nowego budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie rozpoczęła się w czerwcu 2019...

Ogólnopolski Szczyt...

30 Październik 2019 
W dniach 26–27 września 2019 r. w Siedlcach odbyła się V edycja Ogólnopolskiego Szczytu...

(Bez)konkurencyjne zamówienia?

Data publikacji: 01-10-2012 Autor: mec. Jerzy Pieróg
Autor: Rys. B. Brosz

Pierwsza ustawa dotycząca zamówień publicznych miała 97 artykułów, a obowiązująca obecnie 227. Jak widać, zawartość merytoryczna tego aktu prawnego z biegiem lat była rozbudowywana, tylko czy kolejne zmiany, których było wiele, zawsze wprowadzały dobre rozwiązania?

Wczerwcu 1994 r., a więc 18 lat temu, uchwalono ustawę o zamówieniach publicznych. W ten sposób stworzono nie tylko nową dziedzinę prawa, ale przede wszystkim poddano jednolitym ustawowym zasadom procedury wydatkowania środków publicznych przez różne instytucje. Do tego czasu w powojennej Polsce regulacje takie nie istniały, gdyż po prostu nie były potrzebne.

Po co komu „konkurencyjne przetargi”

W tzw. socjalistycznej gospodarce podmiotem dominującym na rynku był producent – wytwórca dóbr i usług. W związku z tym można było organizować, co najwyżej, „przetargi w drugą stronę” – kto zapłaci więcej za oferowany towar. A zresztą tego towaru na rynku i tak z reguły nie było, gdyż obowiązywał system nakazowo-rozdzielczy i sztywne ceny państwowe. Nowa ustawa pokazywała więc także, do jak wielkich zmian polityczno-gospodarczych doszło w kraju na przełomie lat 80. i 90. XX wieku.

 

Niestety, gorzej było ze zmianami społecznymi, które następowały dużo wolniej, więc ustawa wzbudziła spore niezadowolenie i opór, głównie wśród tzw. decydentów – dyrektorów, prezesów, naczelników itp., a później także wójtów, burmistrzów i prezydentów. Uważali oni bowiem, że sami najlepiej wiedzą, kto jest w stanie najkorzystniej wykonać zamówienie, i żadne „konkurencyjne przetargi” nie są im do tego potrzebne. Powszechne niezrozumienie budziła możliwość wykonywania zamówienia przez „obcą” firmę, tzn. taką, która nie pochodzi z lokalnego (gminnego, powiatowego, co najwyżej wojewódzkiego) rynku. Natomiast dla ochrony polskich wykonawców w ustawie zawarto przepisy o tzw. preferencjach krajowych. Trochę na wyrost, bo zagraniczni wykonawcy specjalnie do Polski się nie pchali. Ale znaczenie psychologiczno-narodowe tej regulacji było istotne, bo dawało poczucie obrony polskich interesów.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

Spis treści Numer niedostępny Zamów prenumeratę

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne