Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

LiveChat w PARP

30 Styczeń 2020 
Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości uruchomiła nowy kanał kontaktu z...

Sygnalizacja dla zapatrzonych...

30 Styczeń 2020 
Warszawa testuje nowe oznaczenia przejść dla pieszych, które wyświetlają na chodnikach...

Narzędzia do obliczania LCC

30 Styczeń 2020 
W ramach inicjatywy służącej szerszemu uwzględnianiu kosztów cyklu życia w zamówieniach...

(Bez)konkurencyjne zamówienia?

Data publikacji: 01-10-2012 Autor: mec. Jerzy Pieróg
Autor: Rys. B. Brosz

Pierwsza ustawa dotycząca zamówień publicznych miała 97 artykułów, a obowiązująca obecnie 227. Jak widać, zawartość merytoryczna tego aktu prawnego z biegiem lat była rozbudowywana, tylko czy kolejne zmiany, których było wiele, zawsze wprowadzały dobre rozwiązania?

Wczerwcu 1994 r., a więc 18 lat temu, uchwalono ustawę o zamówieniach publicznych. W ten sposób stworzono nie tylko nową dziedzinę prawa, ale przede wszystkim poddano jednolitym ustawowym zasadom procedury wydatkowania środków publicznych przez różne instytucje. Do tego czasu w powojennej Polsce regulacje takie nie istniały, gdyż po prostu nie były potrzebne.

Po co komu „konkurencyjne przetargi”

W tzw. socjalistycznej gospodarce podmiotem dominującym na rynku był producent – wytwórca dóbr i usług. W związku z tym można było organizować, co najwyżej, „przetargi w drugą stronę” – kto zapłaci więcej za oferowany towar. A zresztą tego towaru na rynku i tak z reguły nie było, gdyż obowiązywał system nakazowo-rozdzielczy i sztywne ceny państwowe. Nowa ustawa pokazywała więc także, do jak wielkich zmian polityczno-gospodarczych doszło w kraju na przełomie lat 80. i 90. XX wieku.

 

Niestety, gorzej było ze zmianami społecznymi, które następowały dużo wolniej, więc ustawa wzbudziła spore niezadowolenie i opór, głównie wśród tzw. decydentów – dyrektorów, prezesów, naczelników itp., a później także wójtów, burmistrzów i prezydentów. Uważali oni bowiem, że sami najlepiej wiedzą, kto jest w stanie najkorzystniej wykonać zamówienie, i żadne „konkurencyjne przetargi” nie są im do tego potrzebne. Powszechne niezrozumienie budziła możliwość wykonywania zamówienia przez „obcą” firmę, tzn. taką, która nie pochodzi z lokalnego (gminnego, powiatowego, co najwyżej wojewódzkiego) rynku. Natomiast dla ochrony polskich wykonawców w ustawie zawarto przepisy o tzw. preferencjach krajowych. Trochę na wyrost, bo zagraniczni wykonawcy specjalnie do Polski się nie pchali. Ale znaczenie psychologiczno-narodowe tej regulacji było istotne, bo dawało poczucie obrony polskich interesów.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

Spis treści Numer niedostępny Zamów prenumeratę

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne