Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Ratowanie zabytkowych kopalni

03 Czerwiec 2020 
Na stronach Rządowego Centrum Legislacji zamieszczono przygotowany przez Ministerstwo...

Unijna pomoc w dobie kryzysu

03 Czerwiec 2020 
Podczas debaty „Unia Europejska – odpowiedź na kryzys”, która odbyła się pierwszego dnia...

Kolejne zmiany w zamówieniach...

03 Czerwiec 2020 
Rada Ministrów 20 maja przyjęła projekt ustawy o dopłatach do oprocentowania kredytów...

Skąd się bierze zła jakość

Data publikacji: 01-08-2012 Autor: Zbigniew Leszczyński

Prawo zamówień publicznych jest po to, aby wygrać przetarg, a nie po to, aby dobrze wykonać przedmiot zamówienia. Czy ta, coraz częściej powtarzana opinia, jest słuszna?

Wostatnim czasie powszechna stała się opinia, zgodnie z którą zła jakość dostaw, usług czy robót budowlanych wykonywanych na podstawie umów zawieranych w wyniku stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych wynika z faktu, że jedynym kryterium wyboru oferty najkorzystniejszej jest cena. Czy tak faktycznie jest? Uważam że nie, a głównych powodów problemów z poprawną realizacją zakontraktowanych robót budowlanych należy upatrywać gdzie indziej.

Zagrożenie 1: potencjał „innego podmiotu”

Za największe zagrożenie dla funkcjonowania systemu zamówień publicznych należy uznać wprowadzenie nowelizacją pzp z dnia 5 listopada 2009 r. rewolucyjnego przepisu zamieszczonego w art. 26 ust. 2b.

 

„Wiarygodność”, o której mowa w przywołanym przepisie, w zamian za wykonawcę składającego ofertę może potwierdzać „inny podmiot”, który nie musi być nawet podwykonawcą przy realizacji takiego zamówienia. Na szczególną uwagę zasługuje tu konieczność spełniania przez wykonawcę warunku udziału dotyczącego posiadanej wiedzy i doświadczenia.  Do czasu wejścia w życie ww. nowelizacji wykonawca ubiegający się o zamówienie musiał samodzielnie (lub poprzez złożenie oferty wspólnej) wykazać, że wykonywał w określonym czasie (nie krótszym niż 5 lat w odniesieniu do robót budowlanych oraz nie krótszym niż 3 lata w odniesieniu do dostaw i usług) zamówienia „podobne” do tego, na które składał ofertę. Podobnie sprawa wyglądała z sytuacją finansową wykonawcy, która mierzona jest zdolnością kredytową lub posiadanymi środkami finansowymi. Przed wejściem Polski w struktury Unii Europejskiej wykonawca musiał dodatkowo posiadać odpowiedni sprzęt, a także potencjał ludzki. Po wejściu do UE nie musiał już wykazać się „posiadaniem” – wystarczyło wykazać „dysponowanie” sprzętem i ludźmi. Obecnie wykonawca nie musi posiadać ani wiedzy i doświadczenia, ani być w odpowiedniej sytuacji finansowej umożliwiającej wykonanie zamówienia, nie musi też dysponować odpowiednim sprzętem i ludźmi. Wszystkie te „potencjały” może mu przekazać „inny podmiot”, który zgodnie z linią orzeczniczą Krajowej Izby Odwoławczej nie musi – nawet w odniesieniu do doświadczenia – uczestniczyć w wykonywaniu zamówienia. Wykonawca nie musi więc niczego posiadać, musi jedynie być dobrym organizatorem, a więc, jak się to popularnie określa, może być „firmą w teczce”, która składa ofertę, a w niej oświadczenia „innych podmiotów”, że udostępnią mu na czas realizacji przedmiotowego zadania swoje „potencjały”.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne