Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Rozporządzenie ws. inwestycji...

29 Październik 2020 
Rząd pracuje nad rozporządzeniem, które określi listę inwestycji towarzyszących, która...

Projekt nowelizacji ustawy o...

29 Październik 2020 
Klub KO przygotował projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu i zwalczaniu COVID-19,...

Przesunięcie terminu wejścia...

29 Październik 2020 
Związek Powiatów Polskich alarmuje, że choć nowe Prawo zamówień publicznych ma zacząć...

Gudwil, nołhau i te rzeczy

Data publikacji: 01-11-2011 Autor: Halina Olszowska
Autor: Bartłomiej Brosz

Jacek B. swoją firmę stworzył od podstaw. Przez ponad 20 lat jej działalności zbudował też wiele dróg, mostów, kładek, a nawet wiaduktów, uzyskując tym samym odpowiednią wiedzę oraz doświadczenie. Wśród zebranych pochwał i referencji nie zabrakło też nagród przyznawanych asom biznesu. Kiedy jednak osiągnął tzw. słuszny wiek, postanowił firmę sprzedać swoim dwóm zięciom. Miał tylko jedno życzenie.

Sprzedając zięciom firmę Jacek B. zastrzegł, że chce, aby nowa firma nadal zajmowała reprezentacyjną siedzibę oraz zachowała dotychczasową nazwę. Z nimi przecież wiązało się jej dobre imię, wdrożone technologie, wiedza i znajomości w świecie budowlańców.

 

Najpierw powstała nowa „Firma Budowlana B. Sp. z o.o.” po to, by umową notarialną nabyć od Jacka B. „Przedsiębiorstwo Budowlane B. Sp. z o.o.”. Jak napisano w umowie, zięciowie nabyli firmę „wraz ze znakami towarowymi, innymi znakami indywidualizującymi przedsiębiorstwo, patentami, wzorami użytkowymi oraz referencjami”. Nowa firma nie tylko poszła ścieżkami przetartymi przez teścia, ale ostro ruszyła do przodu całkiem nową, szeroką drogą. Zięciowie nie pożałowali pieniędzy na utworzenie specjalnego działu ofertowego, gdzie zatrudnili dwóch sprawdzonych fachowców z dziedziny zamówień publicznych.


Ich zadaniem było nie tylko wyszukiwanie najbardziej intratnych zamówień, ale i przygotowanie ofert przetargowych, no i oczywiście wygrywanie przetargów.


Ta ostatnia czynność rzutowała zresztą na ich premię, więc było się o co starać.

Był sobie przetarg

Gmina Z. w celu poprawy bezpieczeństwa ruchu drogi krajowej ogłosiła przetarg nieograniczony na budowę dróg gminnych o łącznej długości ok. 3 km. Warunki udziału w postępowaniu postawiła jednoznacznie i dość wysoko. Wśród wykonawców ubiegających się o zamówienie chciała widzieć wyłącznie podmioty, które w ciągu ostatnich 5 lat przed wszczęciem postępowania zbudowały co najmniej 3 drogi dwupasmowe o nawierzchni bitumicznej, każda o długości minimum 500 m, zaś łącznie nie mniej niż 3000 m i o wartości nie mniejszej niż 500 000 zł każda. Na potwierdzenie spełnienia powyższego warunku wykonawca powinien był złożyć „wykaz wykonanych robót wraz z referencjami dotyczącymi każdej z wymienionych w wykazie robót”. Poza tym postawiono żądanie, aby „co najmniej jedna osoba, która będzie wykonywać zamówienie, posiadała uprawnienia budowlane do kierowania robotami budowlanymi w specjalności drogowej w ograniczonym zakresie lub bez ograniczeń”. Na potwierdzenie spełnienia tego warunku gmina żądała złożenia „kopii uprawnień budowlanych oraz aktualnych zaświadczeń Izby Inżynierów Budownictwa”, co jest dość kuriozalne jak na obecny stan prawny.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

Spis treści Numer niedostępny Zamów prenumeratę

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne