Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Podziel się...

Modernizacja dróg łączących...

31 Grudzień 2019 
O blisko 12 mln euro wzrosną inwestycje w infrastrukturę drogową na polsko-słowackim...

Zamówienia z branży IT dla...

31 Grudzień 2019 
Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który ma ponad 24 mln klientów, ma też największy system...

Centrum Usług Społecznych

31 Grudzień 2019 
Usługi społeczne są ważnym obszarem inwestycji finansowanych z Funduszy Europejskich.

Najpierw przypadek, potem fascynacja

Data publikacji: 03-11-2005

Rozmowa z Haliną OLSZOWSKĄ, konsultantem i trenerem zamówień publicznych, przewodniczącą Rady Programowej „Przetargów Publicznych”.

Zamówieniami publicznymi zajmuje się Pani od ponad 10 lat. Niemal od samego początku uznawana jest Pani za eksperta w tej dziedzinie…

 

Sądzę, że wiele osób ma znacznie większe czy podobne jak ja osiągnięcia w tworzeniu systemu zamówień publicznych. W moim przypadku nie są to jakieś znaczące i wymierne dokonania, a raczej ciężka praca od podstaw i stałe samokształcenie się w tej trudnej dziedzinie. Chociaż… Niedawno, z jedną ze znanych firm szkoleniowych, brałam udział w przetargu dotyczącym usługi szkoleniowej, a warunkiem udziału w postępowaniu było wykazanie doświadczenia w tej dziedzinie. Musiałam się więc cofnąć do początków swojej działalności na tym polu. I wówczas ze zdziwieniem stwierdziłam, choć może to zabrzmieć niezbyt skromnie, że rzeczywiście mam się chyba czym pochwalić.

 

Cofnijmy się zatem do początków Pani pracy w zamówieniach publicznych. Skąd fascynacja tak trudnym zagadnieniem? Był to przypadek czy świadomy wybór?

 

Fascynacja – ładnie powiedziane. Ale tak jest w istocie. Fascynacja ta trwa nieprzerwanie od 1991 roku, kiedy ustawa o zamówieniach publicznych była jeszcze w powijakach, a właściwie rodził się dopiero jej pierwszy projekt. Zamówieniami publicznymi zainteresowałam się przez czysty przypadek. Moim życiem generalnie rządzą przypadkowe zdarzenia. Pracowałam wówczas w polsko-austriackiej spółce zajmującej się dystrybucją i montażem liczników ciepła. Spółka, z różnych powodów, o których nie chcę tu mówić, zaczęła się mocno chylić ku upadkowi, więc zaczęłam usilnie poszukiwać nowej pracy. Znalazłam dwa interesujące ogłoszenia. Jedno o konkursie na prezesa spółdzielni wyrobów metalowych, a drugie na naczelnika powstającego biura przetargów w Urzędzie Miejskim w Świdnicy. Do pierwszego, z racji mojego wykształcenia, nie musiałam się specjalnie przygotowywać, ale do drugiego moje przygotowania trwały 2 tygodnie. Musiałam zapoznać się z ustawami o samorządzie terytorialnym, nieruchomościach, a także z prawem budowlanym i przedstawić wizję funkcjonowania nowo powstającego biura. Wystartowałam w obu i oba wygrałam. Wybrałam jednak pracę w urzędzie miejskim z uwagi na wszystkie wolne soboty i mniejszą odległość od miejsca zamieszkania.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik Przetargi Publiczne